 |
|
Żegnaj pustko, spłyń z lodami
Nie można przy muzyce Marka Gałązki jeść, czytać, robić na drutach. Nie
można skupić się na mijanych twarzach, krajobrazach, mimo, że
generalnie całe Jego śpiewanie jest o wędrowaniu. Nawet gdy się zna,
gdy obcuje z Jego muzyką ponad ćwierć wieku (w przypadku niżej
podpisanego). Nie można nie podzielić się zdeptanymi butami z drugim
człowiekiem, gdy razem trzeba jeszcze przeżyć Zawieję w Michigan albo
odnaleźć Białą Lokomotywę. W tej muzyce trzeba uczestniczyć!
Pojawiają się młode tygrysy poetyckich dźwięków i na Stachurze tępią
pazury. Stare lwy, by jeszcze istnieć też go (nad)używają. Edwarda
Stachurę Marek Gałązka śpiewa od ponad trzydziestu lat niezmiennie
znakomicie! Równie znako-micie Gałązka śpiewa Gałązkę. I też ma fanów i
naśladowców. Taki na przykład aktor kabaretowy Grzegorz Halama, który
swoje muzyczne talenty umieszczał na listach przebojów, mówi krótko –
moim nauczycielem i mistrzem jest Marek Gałązka. Coraz częściej spotykam
młodzież śpiewającą Gałązkę.
Tak też było w sennym zimowo Świętajnie w ramach literacko-muzycznego
cyklu “Piątek 18:30”. Tym razem nie w salce GOKiS-u, a w przytulnym
barze “Orzeł”, przy świecach i ciepłym migotaniu płonących szczap w
kominku, Stachura-Gałązka brzmiał tak samo Potęgowo jak przed laty.
Brzmiał tak znajomo i swojsko, że sala śpiewała Gałązkę-Stachurę.
I na sam koniec Marek Gałązka usłyszał “Sto lat” od Świętajniaków, bo
śpiewał pysznie, bo jest swojakiem na swojej tuż obok Polanie Całej
Jaskrawości... no i akurat w dniu koncertu obchodził urodziny.
Śpiewaj Marku jeszcze sto lat tak jak to robiłeś nad skutym lodem
jeziorem, tuż obok zasypanego bielą lasu, przez który wije się Twoja
Łaźna Struga, której biegu nawet siarczysty mróz zatrzymać nie jest w
stanie.
W. Anuszkiewicz
|